niedziela, 8 grudnia 2013

Co nieco przemyśleń o kłótniach..

"Dzisiejszej burzy nikt nie przewidział. Nawet najdoskonalszy jasnowidz nie mógłby zobaczyć tak zaskakującego zakończenia dnia."

Tymi słowami mógłby się zacząć nie jeden wpis w pamiętniku każdego z nas. No cóż, życie ma to w sobie, że lubi zaskakiwać. My natomiast musimy być gotowi na jego pułapki. Dlatego dzisiaj, na początek, o kłótniach.

Tak naprawdę mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że 99% (to nie są dane statystyczne, po prostu strzelam) kłótni nie dzieje się w rzeczywistości. Ok, kłótnia zaczyna się w teraźniejszości ale bardzo szybko ląduje w przeszłości - i to jest główny temat, który chciałem poruszyć.

Ludzie lubią się kłócić. Inaczej byśmy tego chyba nie robili, prawda ;)? O co najczęściej się kłócimy? A no o krzywdy jakie wyrządzamy między sobą, w obronie swoich racji albo dla przyjemności (?) - żeby ulżyć swojemu gniewowi kiedy nie umiemy sobie z nim poradzić.  Wszystko to najczęściej bierze się z braku uważności. Kiedy nie potrafimy się skupić na teraźniejszości, nasze myśli oscylują między przeszłością a przyszłością - urazy które w nas tkwią powodują niepewność co do przyszłości. Wydaje nam się, że wszystko jest w porządku. Żyjemy przecież :) Wystarczy jednak bardzo często małe, naprawdę małe nieporozumienie będące zapalnikiem - i zaczyna się reakcja łańcuchowa.

Jak to wygląda z boku?

Dochodzi do spięcia i próbujemy go sobie wzajemnie wyjaśnić. Jednak nasze zatracenie poczucia teraźniejszości powoduje, ze uparcie stoimy przy swojej wersji - obu stronom wydaje się, że mają rację. Często, nawet jeśli jedna osoba już przyzna się do błędu, druga dalej musi kontynuować temat kłótni do zaspokojenia własnego ego - nacieszyć się chwilą dumy z odniesionego zwycięstwa. Jeśli na tym by się skończyło, byłoby dobrze. Jednak mało ludzi umie się umiejętnie kłócić. Agresja wypływająca z kłócących się osób jest katalizatorem dla innych zachowań - nagle tracą się granice i czujemy, że w krzyku i złości (w końcu!) możemy wyrzucić z siebie wszystkie gryzące nasze serce i umysł przykrości czy "wkurwienia" na drugą osobę. Wszystko wypominamy. Mniej więcej w tym czasie sprzeczka przestaje istnieć - przenosi się do przeszłości i jesteśmy zablokowani. Jedynie trzeźwy umysł powinien nas z niej wyprowadzić. Warto się skupić wtedy na oddechu - jest to chyba najprostsza i najskuteczniejsza metoda powrotu i poczucia teraźniejszości. Nie zapominajmy, aby nie przestawać analizować naszych emocji i słów, które dzieją się "teraz".

Jak uniknąć przeniesienia kłótni do przeszłości i pozwolić, aby toczyła się ona w teraźniejszości i skupiała na faktycznym problemie, z którego wynikła? Kochani, rozmawiajmy o wszystkim. O wszystkich wątpliwościach, bólach nam zadanych. O tym co nam się nie podoba. Rozmawiajmy o tym w tej chwili, kiedy to się dzieje. Im mniej urazów zaszufladkowanych w pamięci, tym kłótnia będzie krótsza i teraźniejsza. Nie każdą kłótnię można powstrzymać, ale można zniwelować jej skutki. Szanujmy zawsze swoich partnerów i rozmawiajmy z szczerze w pełnym zaufaniu, akceptując ich takich jakimi są - bo jeśli będziemy chcieli ich na siłę zmienić "tylko pod swoje potrzeby" - szkoda naszych nerwów :)

Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz